Za nami bardzo aktywny weekend. Zgodnie z planem spędziliśmy go w Czechach na Working Testach. Pierwotnie mieliśmy wystartować tylko w sobotę, w klasie L, a ostatecznie pojechaliśmy również w niedzielę i zmierzyliśmy się z konkurencjami klasy M. Dużo kilometrów, emocji, sukcesów i potknięć – jak na rozgrzewkę, było intensywnie.
Organizator WT: Retriever Klub CZ
Sędziowie: Kurt Becksteiner, Walter Mygil
Klasa: L – 70 pkt. (ocena bardzo dobra) oraz Judges’ Choice.
Miejsce: 1/10
Klasa: M – niezaliczona
W tym roku chcę startować częściej. Oprócz udziału w imprezach krajowych postanowiłam też pojechać kilka razy do naszych południowych sąsiadów. Wybrałam testy organizowane przez Czeski Retriever Klub CZ. Do granicy mam niedaleko, dojazd jest wygodny, a lokalizacje planowanych zawodów znajdują się w sensownych odległościach. Plany ambitne – zobaczymy, na co starczy czasu i funduszy.
Pierwszy w tym roku WT organizowany przez Klub odbył się w pobliżu Brna. Pomyślałam, że to dobry moment na rozgrzewkę po zimowej przerwie. Przypomnimy sobie atmosferę startów, zobaczymy, jak wychodzą nam elementy, nad którymi w tym czasie pracowaliśmy, i dzięki temu lepiej przygotujemy się do kolejnych zmagań, które czekają nas we Wrocławiu 21 marca.
Sobotni start odbył się w zimowej aurze. Czechy przywitały nas intensywną, ale na szczęście krótką śnieżycą. Na miejscu nie było już tak źle. Zalegało nieco śniegu i było dosyć mroźno, ale pogoda szybko się poprawiała i po południu zrobiło się już całkiem przyjemnie. Sędziowie Kurt Becksteiner i Walter Mygil przygotowali bardzo ciekawe zadania i na zakończenie chętnie udzielali merytorycznych porad treningowych. A my? Staraliśmy się zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby każde z ćwiczeń wykonać jak najlepiej. Nie obyło się oczywiście bez potknięć, ale sumarycznie uzyskaliśmy 70 punktów i zajęliśmy pierwsze miejsce, a Costa otrzymał Judges’ Choice. To był bardzo udany dzień.
Co mnie podkusiło (lub raczej kto), żeby pojechać kolejnego dnia na klasę M? RODO nie pozwala mi wymienić nazwiska 🙂. Faktem jest jednak, że rozsądek przegrał z ciekawością i zrealizowałam ten szalony pomysł. W odróżnieniu od soboty w niedzielę padał deszcz, ale atmosfera była tak samo ciepła jak poprzedniego dnia. Niestety, zadania – choć ciekawe – przerosły nasze umiejętności i doskonale pokazały, nad czym musimy popracować. Jakby tego było mało, Costa dorzucił kilka nowych zachowań z serii „tego jeszcze nie było” i wyszło, co wyszło. Wynik mnie nie zaskoczył. Mam świadomość, w którym miejscu aktualnie się znajdujemy. To była tylko chwilowa fanaberia. Grzecznie wracamy na swoje tory i skupiamy się na klasie L. Doświadczenie z tego dnia to bardzo cenna lekcja. Niedziela dała mi więcej informacji treningowych niż sobotni start. Sumarycznie więc wyjazd na plus.
Można śmiało powiedzieć, że tym szalonym weekendem oficjalnie otwieramy tegoroczny sezon startów. Przed nami miesiąc treningów i w drugiej połowie marca ruszamy już pełną parą.

