To był jeden z tych konkursów, w których liczba zdobytych punktów i lokata nie były może imponujące, ale za to moje zadowolenie ze startu było duże – a to zdarza mi się rzadko.
Organizator WT: ZKwP Oddział Bielsko-Biała
Sędzina: Maria Kacsalova
Klasa: E – 65 pkt (ocena bardzo dobra)
Lokata: 5/10
W Chybiu dotychczas bywałam tylko w roli widza. Pierwszy raz pojechałam tam jako uczestniczka. Wakacyjna przerwa spowodowała nieco rozluźnienia w treningach. Byliśmy świeżo po powrocie z urlopu, więc trzeba było się spiąć i szybko przejść w tryb pracy.
Sędzina przygotowała nam bardzo ciekawe i różnorodne zadania. Na szczęście żadne z nich nie było w wodzie. Woda jest nadal moim straszkiem, ze względu na to, że Costa nie zawsze przyniesie aport bez wcześniejszego otrzepania się. Ćwiczymy to. Jest poprawa, ale nadal może być różnie. Było za to chodzenie przy nodze – mój kolejny „ulubiony” element w dummy.
W naszym przypadku najgorzej jest wejść na pierwsze ćwiczenie. Tutaj emocje bywają największe, a rosną już w oczekiwaniu na swoją kolej. Tym razem czekać nie musieliśmy, bo wchodziliśmy jako pierwsi, ale od razu na wejściu zdarzył się falstart. Helper rzucił dummy nie tak, jak w tym zadaniu chciała sędzina. Musieliśmy więc zejść z linii startu i wejść ponownie. Takie rzeczy się zdarzają. W takiej sytuacji trzeba „zresetować” psa i wchodzi się ponownie. Czasami wystarczy przejść się z psem kawałek dalej, czasami trzeba po prostu wrócić do miejsca oczekiwania i wejść jako kolejna para. Chodzi o to, aby — na ile to możliwe — sprawić, że pies zacznie zadanie od nowa „z czystą głową”, a nie będzie fiksował się na aporcie, którego upadek już widział. Czy to zawsze działa? Moim zdaniem zależy od wielu czynników. Widziałam taką sytuację w klasie open i wiem, jak trudno było wyprowadzić psa z obszaru, który usilnie chciał sprawdzić. Tam pomógł wysoki poziom wyszkolenia. W niższych klasach może zabraknąć argumentów 🙂 U nas skończyło się tym, że kiedy wchodziliśmy ponownie, Costa ciągnął już jak parowóz. Na szczęście zadanie wykonał. Pozostałe trzy również. Sędzina bardzo zwracała uwagę na detale, w tym na heelwork, czyli podążanie przy nodze przewodnika. Widziałam, jak Costa stara się pilnować mojej nogi, co momentami wyglądało wręcz komicznie, ale do ideału było daleko i obniżało punktację za zadania. Start jako całość w moim odczuciu był jednak udany i byłam z niego zadowolona. Widziałam poprawę – i to było dla mnie najważniejsze.

