WT Wiskitki 05.10.2025

To był nasz rocznicowy start. Tutaj, w październiku zeszłego roku, zaczęliśmy naszą przygodę, debiutując w klasie E. Rok później, w tym samym miejscu, mieliśmy już na koncie siódmy Working Test i zamykaliśmy pierwszy dummikowy sezon startując w klasie L. Co prawda tego konkursu akurat nie zaliczyliśmy ale to nie jest powód do zmartwień. Handling na odległość dopiero zaczął nam wychodzić i Costa nie zawsze stosował się do moich znaków. Dodatkowo po powrocie z konkursu w Opolu rozchorowałam się i w rezultacie nie byłam w stanie zrobić z nim treningu między zawodami. Tak więc szanse były 50/50 – tak jak i ostatecznie wynik 🙂

O tym, że łatwo nie będzie wiedziałam już w sobotę obserwując zmagania w klasie M. Zadania same w sobie były bardzo ciekawe, ale było tam mnóstwo handlingu i blindów. Wiedziałam, że nasze też będą sprawdzały te umiejętności tylko ich poziom będzie dostosowany do klasy. Nie pomyliłam się. Było równie ciekawie co wymagająco – dokładnie tak jak według mnie, powinno być na konkursie. Finalnie zdobyliśmy 39 punktów (0/19/20/0). Costa miał swoją nagrodę bo pobiegał za wałkami, ja niedosyt, który będzie motywował do treningów – generalnie oboje wróciliśmy do domu zadowoleni 🙂

Ponieważ zadania, jak już wspomniałam, były bardzo ciekawe, myślę, że warto o nich powiedzieć nieco więcej.

Zadanie numer 1

Pierwszym zadaniem był pół-blind. Dummik ukryty był centralnie pod amboną oddaloną jak nic o te maksymalne w klasie L 60 metrów. Pomocnik, który strzelał, był kawałek od miejsca, w którym leżał aport, a sama ambona miała na dole dodatkowe deski wspierające konstrukcję, przez co pies żeby dotrzeć do aportu musiał je pokonać aby pod nią wejść. W teorii proste, w praktyce różnie bywa.

Umiejętności starczyło na dopchnięcie Costy w pobliże ambony, ale już nie pod nią. Tego dnia wiatr hulał po polu jak chciał co nie ułatwiało pracy. Gdyby Costa zwietrzył dummika będąc w pobliżu ambony była szansa, że dotarłby do niego. Tak się niestety nie stało. Niestabilne jeszcze reakcje na handling skończyły się tym, że raz szedł w kierunku który wskazywałam, a za chwile już nie. Było też widać, że przeszkodą jest dzieląca nas odległość. Na treningach zdarzało się, że nie wykonywał komendy bo byłam dosłownie o krok za daleko od niego. Doskonale wiedziałam, że to też jest jeszcze do dopracowania. W końcu Costa usiadł i spojrzał na mnie. To oznaczało, że się pogubił i że raczej nie ogarniemy tego zadania. Zdecydowałam więc, że kończymy, przed nami były jeszcze trzy próby.

Zadanie numer 2

Drugie zadanie było podwójnym markingiem, lub jak kto woli markingiem i memory. Pomocnik od razu wyrzucał dwa aporty, jeden po drugim – kolejność ich przyniesienia nie miała znaczenia. Tutaj również odległość od helperów była moim zdaniem maksymalna jak na wymagania tej klasy. W przypadku markingów jednak zupełnie nam to nie przeszkadza. Costa jest szybki, więc większa odległość zmniejsza ryzyko że przestrzeli miejsce a poza tym całkiem dobrze markuje, więc nie przewidywałam większych kłopotów. Utrudnieniem z pewnością był teren. Aporty spadały na skraju lasu a po drodze były dosyć wysokie trawy, które mogły zaburzyć psu poczucie odległości. Tak jak sądziłam, Costa bez problemu namierzył i dostarczył oba dummiki.

Zadanie numer 3

Tutaj również był marking oraz memory ale w innym wydaniu. Dodatkowym utrudnieniem był rów, który pies musiał pokonać aby dotrzeć do celu. Najpierw pomocnik rzucał pierwszy aport. Punktem orientacyjnym była niewielka kupka siana obok której lądował dummy. W momencie kiedy pies wracał z pierwszym aportem pomocnik podrzucał drugiego ale kilka metrów dalej w bok od miejsca gdzie spadł pierwszy. To przesunięcie względem miejsca lądowania pierwszego aportu było wyzwaniem. Costa bez problemu przyniósł pierwszy i zgodnie z moim przewidywaniem ładnie wrócił w pobliże kupki siana kiedy wysłałam go po drugi, a kiedy nie znalazł tam nic zaczał przeszukiwać teren. Zdecydowałam, że nie będę mu przeszkadzała bo takie sytuacje potrafi ogarnąć. To była dobra decyzja. Pomimo, że raz odszedł za bardzo w przeciwnym kierunku ostatecznie wrócił i namierzył aport tym samym kończąc zadanie.

Zadanie numer 4

Na koniec czekał nas ponownie blind oraz dodatkowo memory. Oba aporty do przyniesienia zza rowu. Pierwszy rzucany był marking po prawej stronie, następnie był strzał po lewej stronie zaraz za rowem, gdzie pod drzewem był ukryty dummy. Pomocnik strzelający przy blindzie nie był widoczny. Kolejność przyniesienia była „od końca”: najpierw blind, później memory. Skupiłam się mocno na tym, żeby przekierować psa na lewą stronę, żeby nie poleciał najpierw po ten aport który widział. Wydawało mi się, że dałam radę. Zaraz po tym jak tylko upadł pierwszy aport przesunełam się w lewo, Costa też się przestawił – kiedy padł strzał był ustawiony już w dobrym kierunku. Odległość była nieduża – to miało szansę się udać. Niestety tylko przez chwilę, bo po wysłaniu Costa zrobił dużego susa w kierunku blinda a następnie w ułamku sekundy skręcił w prawo, w stronę pierwszego aportu. Miałam szansę jeszcze to powstrzymać ale stres wział górę i zamiast użyć gwizdka z moich ust wyrwało się „nie”. To akurat zatrzymało go skuteczniej niż zrobiłby to gwizdek ale oznaczało też niezaliczenie zadania. Pomimo tego błędu sędzia pozwolił mi wysłać Coste jeszcze raz i oczywiście tym razem już bez zbędnych slalomów zadanie zostało wykonane poprawnie.

Podsumowanie

Generalnie uważam, że ten start wcale nie był tragiczny. Przeszliśmy do wyższej klasy i liczę się z tym, że takie sytuacje będą się zdarzały. Nie traktuję tych konkursów ze śmiertelną powagą. Treningi, zawody to moja odskocznia od codzienności. Największą wartość ma dla mnie to co dzieje się podczas wykonywania zadania, sam proces. Punktacja jest niejako skutkiem ubocznym, informacją co trzeba poprawić. Oczywiście, że za każdym razem daje z siebie wszystko, żeby zadanie wypadło możliwie najlepiej ale jeśli coś po drodze pójdzie nie tak to nie jest tragedia tylko wniosek na przyszłość. Zobaczymy czy moje podejście zmieni się na koniec przyszłego roku.

Autorką zdjęć z tego wydarzenia jest Martyna Kaczkowska.

Informacje organizacyjne

Organizatorem wydarzenia był:
ZKwP O/Legionowo

Sędziował:
Paul Hasney

Pakiety startowe i nagrody ufundowali:
ZKwP O/Legionowo
Klub ARION (Klub Hodowców ARION)
Psygoda
Klub Hodowców Pokusa for health
PSIEkierki – Szkoła dla psów i ich właścicieli
LABoratorium
GO for it
Farmina Polska
Fetchcraft
Okiem Krzycha
Kot Olwe
Gosia Zawacka
Tajemniczy wielbiciel flatów
Martyna Kaczkowska – fotografia zwierząt
Tycia i Tweed